Komentarz do artykułu pt. „E-kancelarie: czy warto ufać internetowym doradcom?”

Porady przez internet są tanie i niemal na wyciągnięcie ręki. Tylko czy można im ufać? I jaka jest gwarancja, że rzeczywiście udzielają ich prawnicy?

Naczelna Rada Adwokacka chce uporządkować internet i usunąć z niego wpisy, które można uznać za reklamę. Przy tej okazji wielu profesjonalnych pełnomocników się zastanawia, czy kanonów etyki zawodowej nie narusza udzielanie porad w sieci. Wyspecjalizowane w takiej działalności kancelarie i serwisy przyciągają klientów, obiecując niższe stawki od tych pobieranych „w realu”, dostępność przez całą dobę i szybkie wsparcie wysoko wykwalifikowanych ekspertów w poszczególnych dziedzinach prawa. Problem w tym, że nie ma możliwości weryfikacji tych deklaracji ani rzeczywistych uprawnień zawodowych osób, które opracowują odpowiedzi na pytania zadane za pomocą komputera. Trudno też oszacować skalę błędów popełnianych przez internetowych doradców. Pewne jest za to, że w razie kłopotów ludzie, którzy skorzystali z takiej formy pomocy prawnej, są zdani tylko na siebie i nie mają możliwości pociągnięcia do odpowiedzialności pseudospecjalistów. Strony oferujące doradztwo prawne online równie często bowiem znikają, jak powstają, przy tym na porządku dziennym są opinie niepodpisane przez żadną konkretną osobę.

Z drugiej strony atmosfera podejrzliwości i brak jasnych reguł psują opinię prawnikom, którzy pracują w tradycyjnych kancelariach, a doradztwo online traktują jako uzupełnienie swojej podstawowej działalności i jednocześnie próbę zmierzenia się z wyzwaniami współczesności.

Nie po raz pierwszy okazuje się więc, że obowiązujące zasady i przyjęte rozwiązania nie nadążają za życiem i postępem technologicznym.

Poproszony o komentarz w sprawie udzieliłem następującej odpowiedzi:

„Istota poradnictwa w stacjonarnej kancelarii polega na tym, że do adwokata przychodzi klient i przedstawia swój problem, wywiązuje się rozmowa, czego skutkiem są dodatkowe pytania np. o dowody czy prośba o doprecyzowanie przedstawionych wcześniej faktów. Dopiero wtedy adwokat jest w stanie dojść do sedna sprawy i dokonać pogłębionej analizy. Najczęściej na jaw wychodzą też nowe okoliczności.

Takich rozmów nie da się prowadzić online. Istota poradnictwa internetowego polega na tym, że klient opisuje sprawę, najczęściej pokrótce, i na podstawie takiego opisu prawnik odpowiada. Istnieje obawa, że klient nie dołączy do e-maila właściwych dokumentów lub, co gorsza, źle zdiagnozuje problem, co udaremnia udzielenie właściwej porady. W sieci nie ma możliwości wyjaśnienia wątpliwości, które nasuwają się klientowi podczas składania pytania z opisem sprawy. Adwokat musiałby siedzieć na czacie i e-mailowo z nim korespondować. Trwałoby to dłużej niż normalne spotkanie w kancelarii.

Uważam, że poradnictwo w sieci sprowadza się do odpowiedzi tylko na proste pytania, np. o długość terminu do wniesienia środka zaskarżenia lub o wysokość opłat. Ale przecież to są informacje ogólnodostępne! Porady takie nie wymagają także zachowania tajemnicy czy dyskrecji. Gdy klient w opisie sprawy opisuje elementy stanu faktycznego, to moim zdaniem wyjaśnienie przekracza zakres porady internetowej. Poradnictwo w sprawach bardziej skomplikowanych łączy się z ryzykiem zarówno dla prawnika, jak i jego klienta. Kiedyś może się okazać, że porada nie dotyczyła sedna problemu, ponieważ internauta o pewnych istotnych faktach nie wspomniał. Warto też zastanowić się nad tym, czy adwokat odpowiada za udzielenie niewłaściwej porady prawnej, skoro to z winy klienta nie poznał całego stanu faktycznego.

Kolejną istotną kwestią jest zapewnienie dyskrecji klientowi. Rozmowa w kancelarii to gwarantuje, internet – nie. Do zamieszczonych w sieci plików można przecież w łatwy sposób się włamać. Poszukujący porady prawnej musi liczyć się z tym, że osoby nieuprawnione mogą dowiedzieć się o jego problemach. A przecież tak często udzielane przez nas porady dotyczą spraw rodzinnych, kryminalnych i obyczajowych.

autor: Magdalena Piasecka Sobkiewicz

Comments are closed.